„Teraz kolej na tor przeszkód. Próbę rozpoczynam skokiem z pierwszego piętra naszego budynku. Instruktor włącza stoper. Skoki przez wszystkie płoty i dobiegam do pionowego urwiska. Wspinaczka po zwisającej luźno linie. Następnie bieg na skraj lasu. Po drodze przesadzam rowy i doły niebagatelnej szerokości. Ponowna wspinaczka, tym razem na wysokie, ogołocone z gałęzi drzewo. Mniej więcej w połowie poziomo naprężona lina, po której trzeba się przedostać na inny pień. Forsowanie chybotliwej siatki rozciągniętej do wysokości kilku metrów pomiędzy dwoma sąsiadującymi drzewami. Potem czołgam się pod niziutko rozpiętymi, niemal nad samą ziemią, drutami kolczastymi. Czuję, jak ostre kolce szarpią bluzę bateldresu, pozostawiając bolesne krechy na plecach. Dalej pionowy, ponad dwudziestometrowy uskok. Zjazd po skośnie rozpiętej linie i bieg po wąziutkich pniach nad głęboką wodą. Jeśli spadnę, zarobię punkty karne, a na dokładkę skąpię się po uszy, tracąc przy tym wiele cennego czasu. Wspinaczka na wyniosłą skałę i zeskok z jej szczytu na drugą, niższą, w poprzek głębokiej,, kilkunastometrowej szczeliny — bez żadnego zabezpieczenia — której dno zalegają poszarpane głazy.“(4)


apteczka |opinie barc |podręczniki