„Właściwie odrobiliśmy tylko nieco z tego, co przed nami nasi zachodnioniemieccy koledzy „zaniechali".
Pewien pogromca opowiadał nam kiedyś, że dzikie zwierzęta są najgroźniejsze wtedy, gdy skaczą przez płonące koła. My również musieliśmy dbać o to, aby Muller był ciągle w ruchu; by przeskakiwał z jednego pytania na drugie.
Groźna mogła się okazać także jego żona, gdyby przez cały czas siedziała w kącie studia i — raniej czy bardziej przez nas nie dostrzegana — śledziła to, co się tam dzieje. Najdrobniejsze upomnienie z jej strony, najmniejszy jej wtręt — w rodzaju „Siegfried, nie pij tyle" — mógłby zepsuć cały nastrój. Nie chcieliśmy do tego dopuścić i dlatego na czas naszych zajęć w studio pani Muller otrzymała wolny bilet na musical My jair lady oraz dużą bombonierę przewiązaną cienką wstążką.
W tym samym czasie, gdy żona mordercy słucha melodii filmowych, my zmagamy się z „majorem". Muller stara się naturalnie wypaść w mundurze jak gentleman. Zupełnie inaczej mówił do nas w czasie długich pogawędek poprzedzających dialog w studio, innego Mullera prezentowały także taśmy magnetofonowe z Konga... Po jakimś czasie porozumiewamy się wzrokiem, by zmienić taktykę. Konfrontujemy Mullera z konkretnymi sytuacjami z jego „operacji" kongijskich. Następuje coś niesamowitego. Nagle siedzi przed nami już nie ów starannie dobierający słów ideolog NATO, teoretyk „nowoczesnej wojny", lecz praktyk, morderca z nie wystygłym jeszcze pistoletem.“(14)
<<<< Gwoli uczciwości trzeba
| Zakończono już także >>>>
tłok |łyżwy figurowe |pokoje